Dzień 1

 

Na Olimpowe Mikołajki wyruszyliśmy w piątek 13, jednak pomimo pechowej daty wiedzieliśmy, że ta podróż będzie dla nas wspaniałym przeżyciem.  Z moimi towarzyszami podróży spotkałam się o godzinie 17.00 przed akademikiem AWF-u, gdzie wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Droga do Zawoi minęła mi w mgnieniu oka. Zanim się spostrzegłam już była godzina 22, a my byliśmy na miejscu. Naszym oczom ukazała się urocza polana, z małym domkiem pośrodku Wszystko oświetlone było jedynie przez księżyc i już wtedy poczuliśmy magię Chatki Stracona Polana.

 

Zdj. 1. Chatka Stracona Polana

 

Gdy wyszliśmy z samochodu zostaliśmy ciepło przywitani przez resztę ekipy, oraz zaproszeni do domku. W wiatrołapie poinstruowano nas, aby zostawić buty. Następnie udaliśmy się do pokoju, w którym znajdowały się jedynie złączone łóżka, na których mieliśmy spędzić dwie następne noce. Po rozpakowaniu rzeczy przeszliśmy do kuchni, gdzie w piecu już wesoło płonął ogień, a przy stole siedziała reszta Olimpu. Usiedliśmy razem do stołu i grupa przekazała nam parę istotnych informacji na temat chatki, m.in. gdzie znajduje się studnia, lokalizację „panoramicznego” wychodka, a następnie w miłej atmosferze spędziliśmy resztę wieczoru.

 

Zdj.2. Wieczorne śpiewy w chatce

 

Dzień 2

 

Rano wstałam razem z paroma ochotnikami, aby zrobić śniadanie dla wszystkich, natomiast śpiochy posprzątały po posiłku. Gdy wszyscy już byli najedzeni oraz gotowi do drogi, ruszyliśmy na szlak. Pogoda była piękna, każdy miał szeroki uśmiech na ustach, a że w chatce mogliśmy zostawić większość rzeczy, szliśmy jedynie z lekkimi plecakami w stronę naszego pierwszego przystanku –  Schroniska PTTK Markowe Szczawiny. Podczas postoju odpoczęliśmy przed największym wyzwaniem tego dnia – zdobyciem Babiej Góry. Już od schroniska szlak zaczął się piąć stromo w górę, a czym wyżej byliśmy tym więcej śniegu leżało na naszej drodze. Osoby które posiadały raczki skorzystały z tej formy ułatwienia, natomiast śniegu nie było na tyle aby użyć raków, które sporo osób wypożyczyło z naszych Olimpowych zapasów (dla osób które myślą, że w tym zdaniu jest powtórzenie- muszę was uświadomić że tak nie jest! Raki i raczki to nie to samo – po więcej informacji co to jest oraz jak się tego używa zapraszamy na SzkOlimplenie!).

Zdj.3. Widok w drodze na Babią Górę

 

Po ujrzeniu tego pięknego widoku, niebo niestety całkowicie zniknęło nam z horyzontu zakryte chmurami, a my w tamtym momencie zrozumieliśmy dlaczego Babia Góra zyskała sobie przydomek Diablak.

Zdj.4. W drodze na Babią Górę

 

Nagle zerwał się silny wiatr, a my skuleni i zmarznięci wdrapywaliśmy się powolutku na szczyt. Dla wielu z nas było to pierwsze podejście na tak wysoką górę w zimę, więc poza przeszywającym zimnem czuliśmy również niesamowitą ekscytację. Wiało z taką siłą że czasami stawianie kroków było wyzwaniem, a wiatr pokrywał nas od góry do dołu drobinkami lodu, wszystko wyglądało jak z innego świata.

I wreszcie! Zdobyliśmy upragniony szczyt – 1725 m.n.p.m.- Babia Góra!

 

Zdj.5. Na szczycie Diablaka

 

Po chwili odpoczynku oraz zrobieniu pamiątkowego zdjęcia szybko uciekaliśmy ze szczytu i innym szlakiem ruszyliśmy w drogę powrotną do Schroniska Markowe Szczawiny, gdzie ponownie po chwili oddechu musieliśmy się zbierać, ponieważ gonił nas zmrok.

Gdy bezpiecznie wróciliśmy do chatki stanęliśmy przed nowym wyzwaniem, a mianowicie, umyciem się na dworze, wodą ze studni w środku zimy. Brzmi strasznie, jednak dla nas było to nowe ciekawe doświadczenie którego długo nie zapomnimy. W kuchni w tym samym momencie ekipa gotowała leczo, które zjedliśmy z apetytem oraz wieloma dokładkami.

Wieczorem natomiast jak to na mikołajkowym wyjeździe powinno być , odwiedził nas Mikołaj oraz Pani Mikołajka, którzy wręczyli nam olimpowe prezenty.

Zdj.6. Wręczanie prezentów przez Mikołaja i Panią Mikołajową

Następnie ponownie zasiedliśmy przy stole i zaczęły się wspólne śpiewy przy gitarze.

Jeszcze tego wieczoru stała się jedna niesamowita rzecz, niebo się rozchmurzyło, więc wspólnie wybraliśmy się na polanę i zapatrzeni w górę liczyliśmy spadające gwiazdy. Strudzeni tak intensywnym dniem po powrocie do pokoju wszyscy szybko zasnęliśmy.

 

Dzień 3

 

W niedziele rano po wspólnym śniadaniu, spakowaniu się i wysprzątaniu chatki musieliśmy opuścić polanę i udać się w drogę powrotną.

Zdj.7. Ostatnie zdjęcie przed opuszczeniem polany

Część ekipy wykruszyła się w Zawoi, my natomiast ruszyliśmy jeszcze na Mosorny Groń znajdujący się na 1028 m.n.p.m., żeby z innej perspektywy zobaczyć Babią Górę oraz aby zobaczyć Wodospad na Mosornym Potoku (750 m.n.p.m.). Pod wodospadem ponownie część ekipy która miała się udać pociągiem się odłączyła, a my na spokojnie wróciliśmy to Karczmy „Zbójnickiej” w Zawoi, gdzie po pysznym obiedzie udaliśmy się w drogę powrotną do Wrocławia.

Zdj.8. Widok na Babią Górę ze szczytu Mosornej Groni 

 

Jak zwykle to co dobre kończy się za szybko, a szczególnie w takim miejscu i wśród tylu wspaniałych ludzi. Powoli zaczynamy tworzyć nie klub, a Olimpową rodzinkę. Już z wytęsknieniem wypatruję następnego wyjazdu.

 

Do zobaczenia się na szlaku!

 

Zdj.9. Wodospad na Mosornym Potoku

Dodaj komentarz