„A gdyby tak rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady ?”. To była moja pierwsza myśl, kiedy na spotkaniu organizacyjnym dowiedziałem się o listopadowym wyjeździe integracyjnym. Nie znając nikogo, spakowałem plecak i wyruszyłem na swoją pierwszą wycieczkę z klubem „Olimp”.
Wyruszyliśmy około dwudziestej drugiej z Wrocławia. Podróż minęła szybko, głównie na spaniu, ale nie zabrakło również elementów integracji pomiędzy uczestnikami wycieczki. Rano dotarliśmy do uroczej wsi Wetlina położonej na granicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Pogoda była idealna, brak mgły i deszczu zapowiadał dobre widoki i dobry humor.

 

Rysunek 1 – Poranek w Wetlinie

 

Naszym pierwszym celem było schronisko PTTK „Chatka Puchatka” znajdujące się na Połoninie Wetlińskiej (cóż za oryginalna nazwa). Już po dwóch godzinach wędrówki ukazał się cudowny krajobraz z grani. Widoczne z oddali szczyty zachęcały do dalszej ich penetracji, więc kontynuowaliśmy wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim w stronę Brzegów Górnych.

 

Rysunek 2 – Połonina Wetlińska

 

Podążając czerwonym szlakiem dotarliśmy do Połoniny Caryńskiej. Idąc lekko skalistą granią mieliśmy widoki na Wielką i Małą Rawkę oraz złociste połoniny i doliny ciągnące się poza horyzont. Na jednym z punktów widokowych – grany przez nieznajomego turystę utwór Pink Floyd „Wish you were here” – podkreślił klimat tego miejsca.

 

Rysunek 3  – Widoki z Połoniny Caryńskiej

 

Rysunek 4  – Więcej widoków z Połoniny Caryńskiej

 

Podczas schodzenia do Ustrzyk Górnych zapadł zmrok i nasz marsz kontynuowaliśmy przy pełni księżyca. Miejscem noclegowym był Archidiecezjalny Dom Rekolekcyjny im. bł. Jana Pawła II. Po napełnieniu żołądków i odświeżeniu się rozpaliliśmy ognisko, przy którym razem piekliśmy kiełbaski i pianki. Wieczór nam minął na integracji i wspólnej zabawie.
Drugiego dnia kontynuowaliśmy wędrówkę czerwonym szlakiem. Trochę siąpiło i goniła nas mgła, jednak nikt się tym nie przejmował. Zostawiliśmy plecaki w domu rekolekcyjnym, więc mieliśmy dobre tempo, niektórych nawet nie dało się dogonić. Po południu zdobyliśmy Tarnicę 1346 m, najwyższy szczyt polskich Bieszczad. Niestety tam już było mgliście, więc szybko zeszliśmy na dół i wróciliśmy do naszej wsi.

 

Rysunek 5 – W drodze na szczyt

 

Rysunek 6 – Tarnica

 

Wieczorem ze względu na pogodę przenieśliśmy się do świetlicy. Hitem tego wieczoru stała się gra ninja. Zaczynaliśmy od małej grupki, która znała te grę wcześniej. W pewnym momencie dołączyło do nas kilka osób z klubu turystycznego z Poznania nocujących w tym samym miejscu. Na koniec prawie całe dwa kluby brały udział w tej grze. Później przeszliśmy do wspólnego śpiewania piosenek przy dźwiękach gitary, flażoletu, kazoo i innych instrumentów które nam się nawinęły.
Rano pożegnaliśmy się z gośćmi i kierowaliśmy się na Wielką i Małą Rawkę. Niebieski szlak zaprowadził nas na sam szczyt. Tam odbiliśmy na szlak żółty, później zielonym szlakiem doszliśmy do Bacówki PTTK „Pod Małą Rawką”. Po dłuższej przerwie udaliśmy się do autokaru, który czekał na parkingu przy zielonym szlaku.

 

Rysunek 7 – Kierunek, Wielka Rawka

 

Droga powrotna do Wrocławia bardzo się dłużyła, więc znaleźliśmy sobie zajęcie: śpiewanie, stand up przy mikrofonie, wyróżnienia za wyjątkową postawę, itd. Nawet prawie nauczyłem się grać w Brydża.
Dotarliśmy zmęczeni długą wędrówką, jednak wszyscy byli zadowoleni. Wydarzyło się wiele podczas tej weekendowej wycieczki i to wszystko na tle majestatycznych Bieszczad. Wyjeżdżając nie znałem nikogo, wracając znałem ponad trzydzieści miłych, sympatycznych i uśmiechniętych osób. Był to pierwszy wyjazd z Olimpem, ale na pewno nie ostatni.

Dodaj komentarz