Malownicze krajobrazy Andory, wysokie Pirenejskie szczyty, via ferraty w pełnym słońcu, a nawet hiszpańskie wybrzeże. Właśnie w takich okolicznościach przyszło nam się bawić na tegorocznym wyjeździe majówkowym!

Zaczęło się od wyruszenia z Wrocławia w czwartkowy wieczór. Po spakowaniu aut i skompletowaniu ekipy, pierwsi kierowcy zasiedli za kierownicę i wyruszyliśmy w podróż trwającą prawie 30 h w kierunku Andory i na spotkanie z przygodą.

Przystanek na trasie (fot. Martyna Krzywicka)

Jadąc za dnia i nocy, w słońcu i w deszczu, śpiewając i śpiąc, dotarliśmy w końcu do miejsca startu naszej pieszej wyprawy. Planowaliśmy nocleg na dziko, jednak ukształtowanie terenu uniemożliwiło nam te plany. Zmuszeni udać się na Camping zostaliśmy odesłani dalej, gdyż podobno o tej porze roku zdarzały się incydenty spotkania dzikich górskich zwierząt z obozowiczami. Zmuszeni jechać dalej znaleźliśmy najbliższy biwak w Hiszpanii i po północy udało nam namówić się kierowniczkę terenu na przyjęcie 13-osobowej grupy.

Pakowanie przed trasą (fot. Martyna Krzywicka)

Po pierwszym noclegu w namiocie, cały czas głodni wrażeń, spakowaliśmy się i wyruszyliśmy na szlak. Od początku wędrówki, podziwiając przepiękne krajobrazy oraz cały czas pnąc się w górę, szybko znaleźliśmy się pośród ośnieżonych górskich grani na wysokości 2600 m n.p.m. czyli większej niż nasze polskie Rysy!

Wyżej niż Rysy (fot. Paulina Gołębiewicz)

Grań (fot. Paulina Gołębiewicz)

 

Po zejściu z grani udaliśmy się na pierwszy nocleg w schronie, zmieniając tym samym wcześniej ułożony plan wędrówki, który okazał się trochę zbyt ambitny, jak na możliwości naszej całkiem licznej grupy.

Schron (fot. Paulina Gołębiewicz)

Następnego dnia ruszyliśmy na podbój najwyższego punktu na mapie Andory, którym jest Pic de Coma Pedrosa wznoszący się na 2942 m n.p.m.. Po kilkugodzinnej wędrówce i zostawieniu zbędnego balastu w miejscu naszego noclegu, dołączyliśmy kolejny szczyt do Korony Europy.

Pic de Coma Pedrosa (fot. Paulina Gołębiewicz)

Szczęśliwi ale zmęczeni ustaliliśmy, że po dniu przeznaczonym na zamknięciu naszej 3- dniowej pętli, następny przeznaczymy na wypoczynek, po dotychczasowych dokonaniach i integrację.

Oczywiście nie mogliśmy za długo usiedzieć w miejscu, więc po przespanej nocy i śniadaniu, szybko udaliśmy się w stronę jeziora Embalse de Santa Anna na malownicze i urokliwe via ferraty.

Via ferrata (fot. Agnieszka Wojtysiak)

Reszta dnia odpoczynku mijała na zwiedzaniu okolicy kempingu – pobliskiego jeziora i miasteczka.

Spacer nad jezioro (fot. Bartek Głowacz)

Następnego dnia, wypoczęci i pełni chęci na dalszą przygodę, kontynuowaliśmy nasz plan zdobywania wysokich górskich szczytów. Kolejnym celem był Pico de Aneto 3404 m n.p.m. – najwyższy szczyt Pirenejów. Aby zdobyć go w jak najlepszej formie zdecydowaliśmy się nocować na wysokości 2138 m n.p.m. w Refugio de la Renclusa.

Refugio de la Renclusa (fot. Agnieszka Wojtysiak)

Dzień przeznaczony na zdobycie Aneto, pokrył się z dniem urodzin naszego prezesa Adriana Sobczyka. Atak na szczyt rozpoczęliśmy po godzinie 5, zakładając raki i w ciemnościach udając się w stronę szczytu. Będąc ponad chmurami i podziwiając wysokie szczyty, w końcu dotarliśmy do przełęczy na wysokości około 3000 m n.p.m. Niestety warunki pogodowe takie jak zapadający się śnieg i silny porywisty wiatr w tej części trasy i duża ekspozycja na wiatr w dalszych odcinkach, stwarzał duże ryzyko, uniemożliwiając tak licznej grupie bezpieczne przejście dalej. Więc z lekkim niedosytem, choć dalej w dobrych humorach wycofaliśmy się pozostawiając szczyt do zdobycia.

Powrót z Pico de Aneto (fot. Bartek Buczek)

To był już koniec planów górskich. Ale nie koniec naszego majówkowego wyjazdu! Ostatnie dni spędziliśmy na Costa Brava w Lloret de Mar, chodząc po plaży, skałach i samym mieście.

Lloret de Mar (fot. Michał Chojecki)

Na sam koniec Hiszpania uraczyła nas deszczem i choć szkoda było wyjeżdżać, udaliśmy się z powrotem w kierunku Wrocławia, z nadzieją na kolejne tak udane wyjazdy!

Dodaj komentarz