Póki jeszcze trzymają nas rumieńce po weekendowych wojażach warto napisać kilka słów o tych wspaniałych trzech dniach. W piątek 15 lutego całą ekipą biorącą udział w cyklu szkOlimpoleń przybyliśmy na Dworzec Główny we Wrocławiu przyodziani w liny, kaski, raki, czekany, skąd pociągiem udaliśmy się w kierunku Jeleniej Góry. W tej miejscowości, kilka minut później, załadowaliśmy się do autobusu w stronę Piechowic, by dowiózł nas na miejsce, z którego ruszyliśmy w stronę Chatki AKT położonej w Karkonoszach, w północnej części Hutniczego Grzbietu,
na wysokości ok.1050 m n.p.m. Nasza wędrówka odbywała się już po zmroku, więc korzystaliśmy
z czołówek, by nieplanowanie nie zboczyć z trasy i nie zaliczyć niechcianej wycieczki krajoznawczej. Drogę urozmaicało nam przepiękne gwieździste niebo, duża ilość śniegu, jak i górski potok, gdzie niektórzy z nas chcąc wykonać zgrabny skok na drugą stronę, na własnej skórze mogli przekonać
się, że woda o tej porze roku jest zaskakująco zimna. Gdy dotarliśmy do naszego celu, z otwartymi ramionami czekał na nas opiekun chatki o pseudonimie „Blady”. Ten nietuzinkowy gospodarz już na wstępie zapoznał nas z zasadami panującymi w tym obiekcie. Wszystkich reguł nie uda mi się przytoczyć, jednak najbardziej zapadła mi w pamięci zasada dotycząca ciszy nocnej, która obowiązywała od godziny 4:00-4:15 (dobrze, że w akademikach nie ma takiej zasady).

IMG_20190215_194157468.jpg IMG_20190215_211531361.jpg

Trzeba przyznać, że to miejsce miało swój niesamowity klimat. Jeszcze tego dnia, nasi pełni zapału organizatorzy szkolenia, przygotowali dla nas krótką powtórkę obejmującą buchtowanie liny,
jak i sposoby wiązania wszystkich węzłów. Z niewiadomych przyczyn wiązanie półwyblinki sprawiało wszystkim największą przyjemność, a chyba najbardziej z towarzystwa cieszył się „Blady”, który stosował ten węzeł przez całe życie i dopiero tego wieczoru dowiedział się, że ma on swoją nazwę. Dalsza część wieczoru upłynęła nam na integracji przy dźwiękach gitary, śpiewu i w ciepłym blasku świec. Noc na poddaszu również nie była pozbawiona atrakcji, gdyż mogliśmy się wsłuchiwać
i podziwiać różne style chrapania co po niektórych naszych towarzyszy. Wszystko to sprawiło,
że z samego rana pełni optymizmu zerwaliśmy się, by ochoczo przystąpić do pierwszego dnia szkolenia. Nasi organizatorzy przed nami wstali skoro świt, by przygotować stanowiska
i punkty szkoleniowe, tak aby wszystko było dopracowane do perfekcji.

IMG_20190217_065911264_HDR.jpg IMG_20190217_073949843_HDR.jpg

IMG_20190216_072546969_HDR.jpg IMG_20190216_171540321.jpg

Mieliśmy zaplanowane trzy stanowiska, gdzie mogliśmy pogłębić wiedzę dotyczącą poruszania
się w wysokich górach. W pierwszym punkcie zdobyliśmy umiejętności budowania stanowiska asekuracyjnego za pomocą jednego lub dwóch czekanów. Na pierwszy rzut oka prozaiczne stanowisko składające się z poprawnie umieszczonego czekana w wykopanym uprzednio dole
w śniegu, do którego mocowaliśmy linę, okazało się być zaskakująco wytrzymałym i bezpiecznym sposobem. Dobrze wykonane stanowisko ani drgnęło pod naporem ludzkiego ciała, choć niektórzy wykorzystywali całą swoją siłę rzucając się do śniegu, by za wszelką cenę sprawdzić czy aby na pewno można w przyszłości powierzyć swoje bezpieczeństwo takiemu rozwiązaniu.

IMG_20190216_101113697.jpg

IMG_20190216_101130032_HDR.jpg IMG_20190216_130314.jpg

Kolejny punkt szkolenia przyniósł nam jeszcze większą dozę emocji i oprócz profesjonalnej wiedzy, szkoleniowcom udało się obudzić w każdym z nas odrobinę dziecka. Na początku osoba odpowiedzialna teoretycznie przedstawiała nam metody autoasekuracji przy pomocy czekana
w przypadku upadku, a następnie po wcześniejszej demonstracji mogliśmy osobiście przetestować przekazane informacje. Dane nam było przećwiczyć upadki na brzuchu oraz na plecach, głową
do góry, jak i do dołu. Zostały nam przekazane wskazówki jak poprawnie wykonywać autoasekurację balansując własnym ciałem, czekanem a ponad to zostaliśmy przestrzeżeni o błędach, które w takich momentach mogą zagrażać naszemu życiu, jak i zdecydowanie zmniejszać szansę na efektywne zatrzymanie upadku. Nabyte przez nas nawyki zdobyte na pochyłym stoku z pewnością wzbogaciły nas o umiejętności, które pomogą nam w przyszłości zwiększyć nasze bezpieczeństwo w wysokich górach. Po poważnej części mogliśmy zakosztować niepohamowanej radości płynącej z beztroskich zjazdów w dowolnych pozycjach. Tej części nie mogli sobie odmówić nawet nasi instruktorzy.

IMG_20190216_104202287.jpg IMG_20190216_130006787.jpg IMG_20190216_135317953.jpg IMG_20190216_094644375.jpg

Ostatnie stanowisko było poświęcone nauce poruszania się w rakach przy pomocy czekana.
Wielu z nas miało okazję pierwszy raz w życiu założyć raki. Okazało się, że wiązanie raków wokół kostki jest wykroczeniem nie do zaakceptowania, chyba że ktoś chce podziwiać śnieg z bardzo bliskiej perspektywy, doświadczając wcześniej spektakularnego potknięcia o nieprawidłowo zawiązane raki. Poznaliśmy różne techniki poruszania się w rakach m.in. francuską, hybrydową i frontalną. Wszystkie powyższe metody mogliśmy przetestować podchodząc stromym zboczem do góry i jednocześnie uczyliśmy się jak wykorzystać czekan podczas podchodzenia jak i schodzenia.

Następnie przenieśliśmy się pod skały przykryte śniegiem, gdzie były przygotowane dla nas stanowiska do wspinaczki. W dwuosobowych grupach mogliśmy przećwiczyć wspinaczkę w rakach wspomagając się czekanem oraz asekurację osoby wspinającej. Nasze umysły starały się chłonąć wszystkie cenne wskazówki nową wiedzę, której nie brakowało na żadnym z tych trzech stanowisk.
IMG_20190216_103430.jpg IMG_20190216_125252_1.jpg

Po powrocie do chatki własnoręcznie przygotowaliśmy obiad, który był lekkim wyzwaniem.
W wielkich garach trzeba było przygotować posiłek dla kilkudziesięciu osób. Wcześniej mężczyźni zatroszczyli się o to, by przynieść wystarczającą ilość wody ze studni oraz drewna niezbędnego
do podgrzania pieca. Każdy z nas miał zajęcie i nie brakowało rąk chętnych do pracy. Po spożyciu posiłku mieliśmy wiele ambitnych planów, jednak wielu z nas poległo na polu chwały, bo już kilka minut po obiedzie z części noclegowej można było usłyszeć rozchodzące się chrapanie. Jednak wieczorem powstaliśmy niczym feniks z popiołów i odbudowały się w nas siły. Nieopodal chatki
był przygotowany tor saneczkowy, na którym śmigaliśmy czując się jak zawodowcy. Nie przeszkadzało nam, że nasze profesjonalne sanki stanowił kawałek plastiku, sportowy strój był zwyczajnym dresem, a buty niejednokrotnie były klapkami. Aby ograniczyć trochę życie na krawędzi, zjeżdżaliśmy
z czołówkami i staraliśmy się nie osiągać prędkości światła.

IMG_20190216_201519.jpg

Następnego dnia organizatorzy przygotowali dla nas dwa stanowiska, które pozwoliły nam połączyć wiedzę zdobytą dnia poprzedniego w jedną całość jak również jeszcze bardziej otworzyli nam oczy jak możemy wszystko wykorzystać w praktyce. Zostaliśmy podzieleni na trzyosobowe grupy, w których byliśmy połączeni liną i zdobywaliśmy umiejętności poruszania się w grupie oraz asekuracji swoich współtowarzyszy. Zostały nam przekazane niezbędne informacje, które uświadomiły nas jak należy się zachowywać, aby bezpiecznie przemieszczać się po stromych górskich zboczach oraz jak reagować, gdy jeden z naszych towarzyszy nagle zacznie spadać. Przydała nam się tu umiejętność prawidłowego wiązania liny do uprzęży oraz zdolność właściwego manewrowania czekanem, liną jak i karabinkiem, co umożliwiało nam dobrą asekurację członków ekipy. Pierwszą część ćwiczeń wykonywaliśmy na płaskim terenie imitując ewentualne upadki. Na kolejnym stanowisku nasi instruktorzy jako cel postawili sobie, abyśmy na własnej skórze doświadczyli jak w rzeczywistości odczuwalny jest ciężar spadającej osoby oraz mogli wykorzystać w praktyce wiedzę zdobytą dzień wcześniej. Stąd przenieśliśmy się na stok, gdzie podchodząc w górę jedna z osób z grupy miała za zadanie bez uprzedzenia odpaść od stoku i w ten sposób zimitować upadek. Dzięki temu uświadomiliśmy sobie jak ważna jest szybka reakcja, czujność oraz z jaką siłą może nas pociągnąć nasz towarzysz.

20190217_102832.jpg IMG_20190217_101303344_HDR.jpg

Były to bardzo cenne lekcje, które pomogły nam docenić wszelkie wskazówki i precyzje najmniejszych poczynań, która może pomóc nam uniknąć niepotrzebnych błędów. W tym miejscu w imieniu wszystkich uczestników pragnę podziękować wszystkim organizatorom : Prezesom Karolinie
i Adrianowi, a także Ani, Paulinie, Martynie, Maćkowi i Michałowi. Bez tych osób nasz wyjazd
by się nie odbył, włożyli w niego tony zaangażowania, czasu oraz cierpliwości. Jesteśmy Wam wdzięczni z całego serca za ten wyjazd i ogrom wiedzy, którą tak chętnie nam przekazaliście.

Dodaj komentarz