12 sierpnia 2018 roku późnym popołudniem wyruszyliśmy z Wrocławia w kierunku Austrii, aby w Alpach Retyckich w masywie Silvretty odbyć Alpine Olimp Camp, wyjazd wieńczący roczny Kurs Alpejski. W wyprawie wzięło udział dziesięcioro kursantów: Adrian Bukowski, Michał Chojecki, Bogusia Cybulska, Ewa Ganczarek, Ania Geisler, Miriam Hippner, Cezary Kosiński, Gosia Kudła, Michał Maksim i Magdalena Tyra. Nad ich poczynaniami czuwał Paweł Kudła, cierpliwie wprowadzając młodych adeptów alpinizmu w arkana tej niełatwej sztuki.

W poniedziałek 13 sierpnia założyliśmy obóz nieopodal Wiesbadener Hütte (2 443 m n.p.m). Popołudnie spędziliśmy na aklimatyzowaniu się oraz ustaleniu planu dalszego działania w górach. Wtorek przywitał nas niezbyt życzliwą dla zdobywców gór pogodą. Po krótkich ćwiczeniach na lodowcu udaliśmy się do schronu na przełęczy Fuorcla Vermunt (2798 m n.p.m.), gdzie schowaliśmy się przed padającym deszczem. Po powrocie do obozu w ramach popołudniowego spaceru wspięliśmy się na Vermuntkopf (2 851 m n.p.m.).

W środę – mimo porannej mgły utrzymującej się w dolinie oraz na szczytach – ruszyliśmy, aby zdobyć najwyższy szczyt Silvretty – Piz Buin (3 312 m n.p.m.). Trudne warunki na lodowcu nie powstrzymały nas przed osiągnięciem wyznaczonego celu. Koło godziny 12 jedenastoosobowy zespół Klubu Górskiego Olimp im. Tomka Nowaka zjawił się na szczycie. Po zrobieniu pamiątkowej fotografii oraz wpisaniu do księgi rozpoczęliśmy powrót do bazy. Podczas przemierzania lodowca jedna z uczestniczek obozu wpadła do szczeliny, ale dzięki technikom poznanym podczas kursu udało jej się bez szwanku z niej wydostać. Szczęśliwe zdobycie szczytu świętowaliśmy wieczorem, racząc się winem, choć nie tylko. Podczas wieczoru piliśmy także wodę z lodowca. To wydarzenie miało charakter rytuału przejścia: od tego czasu staliśmy się alpinistami.

W czwartek rozdzieliliśmy się: czteroosobowy zespół udał się na Signalhorn (3 210 m n.p.m.), a siedmioosobowa grupa wyruszyła, aby zdobyć Dreiländerspitze (3 197 m n.p.m.). Każdemu z członków obozu udało się osiągnąć to, co wcześniej zamierzył. Szczególny podziw należy się czteroosobowemu zespołowi, który poruszał się mało uczęszczaną granią od strony przełęczy Fuorcla dal Cunfin, wymagającą dużej sprawności technicznej.

Ze względu na mające się pogorszyć warunki pogodowe piątek był dla nas dniem odpoczynku. Mogliśmy wyspać się do woli i zjeść śniadanie bez pośpiechu. Tego dnia rozpoczęliśmy też naszą podróż do domu. Pakując się, spoglądaliśmy z żalem na otaczające nas szczyty. Trudno było opuszczać tak zachwycająco piękne miejsce, w którym jeszcze tyle gór jest do zdobycia.

W piątkowe popołudnie wsiedliśmy do samochodów i ruszyliśmy w stronę Polski. Niestety na południu Niemiec jedno z aut, którym podróżowaliśmy, zepsuło się. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a dziś tę awarię wspominamy z rozrzewnieniem, bo nie co dzień zdarza się gotowanie w jetboilu sklejonej taśmą rurki od płynu chłodniczego.

Nie znamy słów, którymi mogliśmy wyrazić wdzięczność wobec instruktorów, którzy szkolili nas podczas Kursu Alpejskiego. Pawle Kudło, Adamie Karasewiczu, Agnieszko Wojtysiak, Wojtku Sadłoniu, Jakubie Pawłowski, Marcinie Tylecki oraz Łukaszu Zielonko – dziękujemy. Bez Waszej pracy Piz Buin, Dreiländerspitze czy Signalhorn nie istniałyby dla nas.

Nie chodzilibyśmy po lodowcach, nie napawalibyśmy wzroku widokiem alpejskich szczytów, nie nauczylibyśmy obdarzać się zaufaniem pozwalającym dać drugiemu człowiekowi do ręki linę, na której końcu jest nasze życie. Dzięki Wam poznaliśmy życie, którego dotąd nie znaliśmy. Zasmakowało nam bardzo i… wiecie co? Mamy ochotę na więcej!

Dodaj komentarz