Jak na Nasz Klub przystało, wakacje to nie czas odpoczynku, lecz kolejnych ambitnych wypraw wysokogórskich. W długi sierpniowy weekend działo się tak wiele! Jedni pojechali na tydzień w Alpy by ukończyć Szkolenie Alpejskie i sprawdzić swoje umiejętności w terenie, kolejni zdobywali szczyty Korony Europy na Bałkanach, a Naszym celem również była Korony Europy -najwyższy szczyt Austrii. W terminie 15-19.08.2018r. nasza wesoła czteroosobowa ekipa ruszyła na podbój Grossglocknera 3798m n.p.m.. Chcąc uniknąć kolejek przy szczycie i sprawdzić jak sobie poradzimy z takim podejściem, wybraliśmy trudniejszą trasę na wejście – Studlgrat. Pogoda zapowiadała się obiecująco, dlatego, żeby nie tracić całego kolejnego dnia, wyruszyliśmy we wtorek wieczorem. Dotarliśmy rano na parking w miejscowości KalsamGrossglockner (1920m n.p.m.) . Po przepakowaniu plecaków i zjedzeniu paru kanapek wyruszyliśmy do schroniska Studlhutte (2801m n.p.m.). Trasa początkowo przebiegała w pochmurnej aurze, według podanego orientacyjnego czasu przejście szlaku powinno nam zająć 5h, ku naszemu jakże ogromnemu zdziwieniu do schroniska docieramy już po 2,5h. Widoki się pokazują, robi się coraz ładniej. Po wrocławskich 30-stopniowych upałach, górskie 5 stopni przy schronisku daje się we znaki. Po krótkiej drzemce robimy szybkie przypomnienie technik lodowcowych, jak i asekuracji lotnej. Kolejnego dnia pobudka o 4 rano, by o 5 już stawić się na szlaku i rozpocząć atak szczytowy.

Po dość sporym wzniesieniu od schroniska docieramy do lodowca. Tutaj niezbędna jest asekuracja, dlatego wszyscy przywiązujemy się liną. Widoki odkrytych szczelin robią ogromne wrażenie i uświadamiają, jak bardzo musimy być ostrożni. Niektóre były głębokie na kilka metrów! Po przejściu lodowca docieramy do skał, gdzie kolejny raz się przewiązujemy do asekuracji lotnej. Przed nami ogromna, skalista, piękna grań. Sporo ludzi zaczyna się piąć do góry, spodziewamy się kolejek przed trudniejszymi momentami. Idzie żwawo, czym wyżej tym oddech płytszy – wysokości niestety nie da się oszukać. Dochodzimy do pierwszego niełatwego przejścia, w którym postanawiamy zrobić jeszcze większe zabezpieczenie. Widzimy w skale osadzone miejsca, do których możemy zamontować punkty przelotowe. Maksymalne skupienie podczas wspinaczki, przepiękne widoki z grani, dobra współpraca między zespołami sprawia, że pniemy się coraz to wyżej i wyżej! Kolejne trudniejsze momenty, które wzbudzają w nas nutkę dodatkowej adrenaliny… Emocje rosną wraz z wysokością! Nagle ukazuje nam się krzyż na szczycie, myślimy – już blisko! A tu jeszcze 1-2h wspinaczki. Na Grossglocknerze stajemy po godz. 11, szczęśliwi, że udało nam się pokonać tę drogę bez większych problemów. By dobrze upamiętnić to wejście, jako Prezes, przygotowałam niespodziankę. Wyciągnęłam czekan i przekazałam prezesurę moim młodym, zapalonym następcom: Adrianowi i Karolinie. Oto taka pierwsza w historii klubu rzecz nastała, Prezes i Wiceprezes KG Olimp! Zaskoczenia połączonego z radością na twarzach nowych prezesów nie dało się ukryć. W tych radosnych nastrojach pora zejść na dół. Schodzimy drogą klasyczną, na której ukazują się większe tłumy ludzi, z tego powodu czas leci, a my martwimy się w jakim stanie będzie lodowiec. Mimo obaw wszystko kończy się pomyślnie, dochodzimy do schroniska, a następnie po krótkim odpoczynku do parkingu. Noc spędzamy na campingu, gdzie widoki, chodź z dołu, zapierają dech w piersiach.

Następnego dnia, wypoczęci, planujemy kolejne ataki szczytowe. Cel pada na Grossvenediger (3666m n.p.m.). Zwiększamy sobie wyzwanie: jednodniowy atak szczytowy od parkingu. O 20 podjeżdżamy na parking w miejscowości Hinterbichl (1400m n.p.m.), gdzie pakujemy w plecaki tylko szpej i jedzenie. Kładziemy się spać na 3h, by o północy wstać, zjeść śniadanie i ruszyć na szlak. Nocne podejście do schroniska DefreggerHaus (2963m n.p.m.) poszło nam sprawnie, krócej niż zakładaliśmy aż o 2h. Przepiękne gwieździste niebo pozwoliło nam na zobaczenie praktycznie wszystkich gwiazdozbiorów. Odpoczynek w schronisku, uzupełnienie energii i wyruszamy jako jedni z pierwszych turystów w stronę lodowca. Droga była przetarta przez ekipy z poprzedniego dnia, więc tempo mieliśmy dobre. Dodatkowo minusowa temperatura już nam nie sprawiała problemów aklimatyzacyjnych. Przechodzimy wzdłuż szczelin, przez mostki, trawersujemy. Długa wędrówka lodowcem, wysokość, zmęczenie przy ostatnich metrach szczytu daje nam się we znaki, postanawiamy zastosować metodę: 15 kroków-2 głębsze oddechy. W ten sposób po godz. 8 rano stajemy na szczycie. Uradowani zdobyciem kolejnej góry, upamiętniamy wejście zdjęciami i schodzimy na dół. Ku zaskoczeniu ukazują nam się ogromne kolejki ludzi! Większość dopiero podchodziła pod górę, co nie należy do zbyt rozsądnych decyzji przy chodzeniu po lodowcu. Docieramy do schroniska, pijemy kawę i schodzimy na parking. Tego dnia obiadokolacja na naszych kuchenkach turystycznych smakowała wyjątkowo dobrze. Usatysfakcjonowani realizacją planów, wypoczywamy na campingu, by ostatniego dnia wrócić do Wrocławia. Jak zwykle po takich wyjazdach jest ogromna radość ze zdobycia celu, ale także niedosyt i chęć powrotu, dlatego kolejne wyjazdy już w planach! Takie ekscytujące weekendy tylko w Klubie Górskim Olimp!

Dodaj komentarz