W drugi weekend listopada, zgodnie z tradycją, KG Olimp wyruszył na szlak, aby zainaugurować rok akademicki 2017/2018. Tym razem wybór padł na Pieniny. Tak jak w poprzednich latach, frekwencja nie zawiodła – było nas ponad 40! Oprócz tzw. stałej ekipy, pojawiło się wiele nowych twarzy, co zawsze bardzo cieszy, bo pokazuje, że nasz klub jest rozpoznawalny we wrocławskim środowisku akademickim.
Nasza przygoda rozpoczęła się bladym świtem, gdy o 5:45, po oficjalnym powitaniu przez Panią Prezes, wyruszyliśmy w kierunku Szczawnicy. Mimo tak wczesnej pory, w autokarze panowała wspaniała atmosfera, dzięki czemu podróż minęła bardzo szybko.


Po przyjeździe na miejsce i kilku minutach przygotowań, ruszyliśmy w kierunku Wysokiej – najwyższego wzniesienia Pienin. Szczyt ten, o wysokości 1050 m n.p.m. zaliczany jest do Korony Gór Polski. Dzięki przemyślanej trasie, dobrej kondycji i współpracy wszystkich uczestników, a przede wszystkim świetnym humorom, szybko osiągnęliśmy cel i po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia, ruszyliśmy dalej; do schroniska Pod Durbaszką. Wieczór spędziliśmy przy ognisku, poznając się wzajemnie i integrując przy dźwiękach gitary.


W sobotę nie było czasu na lenistwo, czekała na nas najdłuższa, z zaplanowanych na ten wyjazd, trasa. Kierując się na Klasztorną Górę, następnie przez Leśnicę, mieliśmy dojść do schroniska Bacówka pod Bereśnikiem, pokonując tym samym ponad 20 kilometrów. Dla części Olimpowiczów ta trasa jednak okazała się zbyt krótka, więc z inicjatywy Łukasza, pięcioosobowa grupa śmiałków postanowiła wydłużyć sobie drogę i zdobyć tego dnia jeszcze najpopularniejszy szczyt Pienin – Trzy Korony.

 

 

 

 

 

Tego dnia Pieniny ukazały nam pełnię swojego jesiennego piękna! Maszerowaliśmy więc, ciesząc się otaczającą przyrodą i podziwiając widoczną w oddali panoramę Tatr. Pomimo nieprzespanej nocy i zmęczenia rosnącego z każdym pokonywanym kilometrem, nikogo nie opuszczał dobry nastrój, nikt nie narzekał na trudy drogi. Gdy, już po zmroku, przy świetle czołówek dotarliśmy do schroniska i każdemu powróciły siły, rozpoczął się kolejny wesoły wieczór. Dzięki inwencji twórczej Olimpowiczów, udało się nawet zaimprowizować parkiet!


Niedziela, ku zaskoczeniu wszystkich, przywitała nas przepiękną zimą. Po wspólnie zjedzonym śniadaniu, ruszyliśmy ośnieżonym szlakiem w kierunku Szczawnicy, aby pełni pozytywnych emocji i sił na kolejne tygodnie, udać się w drogę powrotną do Wrocławia. Powrót jednak nie obył się bez przygód. Tuż po wyjściu ze schroniska, jeden z uczestników źle stanął i z podejrzeniem skręcenia kostki powrócił do Bacówki. Jak dowiedzieliśmy się później, uraz był poważniejszy – było to złamanie. Nauczeni więc doświadczeniem radzimy, by nie obawiać się prosić o pomoc GOPRu, gdyż ignorowanie bólu i chodzenie z urazem, może skończyć się trwalszym uszczerbkiem na zdrowiu.


Tegoroczne NieTatry listopadowe to zdecydowanie sukces organizacyjny, wspaniali ludzie, świetna zabawa i niezapomniane przygody. Nie pozostaje nam nic innego, jak zaprosić Was na kolejne edycje. Kto wie, dokąd tym razem poniosą nas nogi?

 

Pisała: Magdalena Półtorak
z drobną ingerencją Ani Nowakowskiej

Dodaj komentarz