Długi weekend majowy. Setki pomysłów na to, jak spędzić ten czas. W tym roku wybór padł na krainę niedźwiedzi, czyli Rumunię, a dokładniej Fogarasze.

Tygodnie przygotowań dobiegły końca. Rumuńska pisarka Bucura Dumbravă powiedziała kiedyś, że w góry najlepiej iść kiedykolwiek, dla wędrowcy nie istnieje zła pogoda. (…) czas na przygodę!

Obraz4Przed nami 1200 km drogi. Jedziemy przez Cieszyn (…) trafiamy na granicę słowacko-węgierską. Widać zaostrzone środki bezpieczeństwa w obawie przed imigrantami. Czeka nas kontrola. Otwieramy bagażnik. Plecaki tak skrzętnie poukładane, że pogranicznik macha ręką. (…) padają słowa „dziękuję, do widzenia” – zawsze miło usłyszeć polski akcent z ust obcokrajowca (…)

Obraz7Na przygranicznym parkingu budzą nas pierwsze promienie słońca. Zapowiada się ładny dzień. Po „krótkim” postoju na węgiersko-rumuńskiej granicy (…) trafiamy w końcu do Rumunii! Podziwiamy zmieniający się krajobraz, który często zapiera dech w piersiach. Nie bez znaczenia jest fakt, że ok. 30% kraju to góry – od pewnego momentu towarzyszą nam już one przez całą podróż.

 

Obraz10Wieczorem trafiamy do Siedmiogrodu (Transylwanii). Uderza w nas malownicza średniowieczna zabudowa. (…) Widać przenikającą się tutaj wielokulturowość. Jest pięknie! Podejrzewam, że spokojnie można byłoby tu spędzić kilka dni na przechadzce ulicznymi labiryntami i wcale się nie nudzić. No nic, słońce coraz niżej nad horyzontem – (…) w końcu trafiamy na całkiem sensowną łączkę z parkingiem i źródełkiem obok. Uff, nareszcie możemy rozbić nasze domki i po dobrej dobie jazdy zanurzyć się w krainę snu.

(…) o poranku towarzyszą nam kłębiące się chmuryObraz14. Zdecydowaliśmy się na dzień przerwy w oczekiwaniu na lepszą pogodę. Krzysiek z Angeliką postanawiają jednak zaryzykować i wychodzą w góry już dzisiaj. Po śniadaniu wsiadamy do samochodów i jedziemy trochę pozwiedzać. Mijamy pasterzy pilnujących stada owiec. Nie mogło też zabraknąć i psów, które zaczęły się kręcić wokół nas jeszcze na obozowisku. Robi się coraz cieplej. Czujemy przez okna zapach kwitnącego rzepaku, potem… zapach spalin wydobywających się z wszędobylskich dacii. Zbliżamy się do widocznego na wzgórzu Tâmpa słynnego napisu „BRASOV”, w formie tak charakterystycznej dla Hollywood. Ciekawe, które z tych miast jako pierwsze wpadło na ten pomysł… Już wtedy wiedzieliśmy, że
musimy się dostać na górę. Po przechadzce po centrum trafiamy do dolnej stacji kolejki linowej. (…) wsiadamy (…) do dawno nieremontowanej, lichej kabiny. Wystarczyło się odwrócić, by napawać się spektakularnym widokiem. Widać świetnie zachowane średniowieczne miasto z czerwonej cegły, którą okalają zazielenione góry. Można się zakochać. Jest pięknie! (…)

Obraz18Za kolejny punkt wycieczki obraliśmy Bran, gdzie mieści się popularny wśród turystów zamek. Reklamowany jest jako obiekt związany z hrabią Draculą, chociaż jego pierwowzór, hospodar wołoski Wład Palownik, prawdopodobnie nawet nigdy tutaj nie zamieszkał. Miejsce okazało się faktycznie dość oblegane. Kolejka do największej atrakcji miejscowości otoczona jest licznymi straganami, gdzie klasycznie można zaopatrzyć się od lokalnych wyrobów po chińską tandetę. (…) Wracamy do obozu. Trzeba się dobrze wyspać przed porannym startem.

Godz. 5.00, pobudka. Chłodno, mokro i ciemno – nieważne. Ważne, że w końcu idziemy w góry. Zaspani zbieramy manatki przy
wschodzie słońca. Czas wyruszyć na szlak! Towarzyszą nam Obraz24szum płynącego obok potoku, kaskady i to co najważniejsze – dobry humor. Z czasem wyłaniają się pierwsze ośnieżone wierzchołki. Jest magicznie! Docieramy do schroniska na dłuższy postój – dobre miejsce na pierwsze wspólne zdjęcie. Prosimy młodego Rumuna o pomoc. Ten, zadowolony bierze lustrzankę do ręki. Padają dźwięki migawki. Po dłuższej chwili przejrzeliśmy te ujęcia i okazało się, że zapomnieliśmy omówić rzecz podstawową – jak to się w ogóle kadruje takim ustrojstwem. W efekcie, zamiast grupowych zdjęć, te objęły tylko pojedyncze osoby. A może uśmiech na twarzy fotografa wynikał po prostu z ujrzenia naszych ładnych dziewczyn i tylko je postanowił uwiecznić, kto wie 🙂

Obraz26Przekraczamy 2000 m n.p.m., pojawia się śnieg – czas na założenie raków. Przed nami wejście na grań po grząskim śniegu. Rozciągamy się, przez co brakuje kontaktu przód-tył nawet przez walkie-talkie. W efekcie dzielimy się na trzy grupki, a każda z nich idzie inną drogą. Kawałek obok nas widzimy jak niespiesznie, ale dość obficie samoistnie zsuwa się lawina. Grunt, że ostatecznie wszyscy bezpiecznie docieramy na grań. Wiatr wieje coraz mocniej. Widzimy kolejne wierzchołki. Pierwotnie naszym ambitnym celem było zdobycie Dachu Rumunii, czyli Moldoveanu. W obecnej sytuacji i po relacjach zdawanych na bieżąco przez Krzyśka i Andżelikę, coraz wyraźniej dociera do nas, że to raczej nie wchodzi w grę. Widzimy też schron, gdzie spędzimy dzisiejszą noc. Myślę, że w tym momencie każdy z nas docenił fakt, jak dobrze jest przenocować pod dachem bez konieczności rozbijania namiotu. Spotykamy tam różnych ludzi – Rumunów, Serbów, lepiej, gorzej przygotowanych. Jednak w jednej kwestii byliśmy zgodni – to nie są najlepsze warunki do dalszej drogi i najmądrzej jest stąd zawrócić. Przed snem, opatuleni ciepłymi śpiworami słyszymy tylko nieustanny szum groźnego wiatru…Obraz35

Wstaje nowy dzień. Przy porannej toalecie dobrze jest obrać odpowiednią taktykę, bo walka z wiatrem skazana jest z góry na porażkę. Czas podjąć ostateczną decyzję – zawracamy. Nie jest to łatwe, na pewno jest pewien niedosyt, z drugiej strony myślę, że jako grupa czujemy, że jest to najmądrzejsze wyjście z sytuacji. Docieramy z powrotem do schroniska i zamiast wracać tą samą drogą, decydujemy się jeszcze na powrót nieco okrężnym szlakiem. W tym momencie mieliśmy do czynienia z książkowym przykładem generalizacji mapy. Na tej w mniejszej skali, owszem widać było zagęszczone poziomice, niemal nachodzące na siebie, jednak sam szlak zdawał się prowadzić pObraz37rosto. Natomiast na tej o większej skali można było zauważyć eleganckie serpentyny. Trzeba przyznać, że pomimo mniejszej wysokości bezwzględnej i braku śniegu strome podejście dało trochę w kość. Na górze natknęliśmy się na opuszczoną chatkę pasterską, a z czasem nawet na całkiem świeże tropy i ślady bytowania dużego drapieżnika. To musi być niedźwiedź, on naprawdę tu bywa! Chłopaki poprawili gazy pieprzowe i race, a Przemek z Asią z miejsca zaczęli głośniej intonować piosenkę o starym ziemniaku w rytmie Białego misia. W momencie, gdy byliśmy już nieco znużeni ciągłym chodzeniem po lesie okazało się, że właśnie wróciliśmy do bazy. Jak miło! Do tego widzimy idących z daleka, spalonych słońcem Andżelikę i Krzyśka. Okazało się, że, chyba jako jedyni w tym czasie, zdobyli upragniony najwyższy szczyt. My za to się dobrze bawiliśmy 😉

Szykujemy się na ostatnią noc przed powrotem do domu.
Trzeba jakoś zwieńczyć ten wyjazd. Chłopaki pojechali po zakupy, dziewczyny natomiast podjęły się próby zdobycia kiełbasy na ognisko w pobliskim pensjonacie. Wróciły akurat w momencie, gdy zaczęliśmy rozkładać namioty. Okazało się, że po krótkich pertraktacjach zwijamy obóz i za niewielką cenę mamy całe piętro z prysznicami dla siebie. Żeby tego było mało, w knajpce na dole można zjeść coś ciepłego. Luksusowo! Na wstępie zostaliśmy poczęstowani tradycyjnie palinką, potem jeszcze tylko ciepły prysznic, jedzonko i mogliśmy liczyć na zasłużony odpoczynek.Obraz48

Ostatni dzień w Rumunii. Kraj jest tak różnorodny, bogaty kulturowo, że przez te kilka dni mogliśmy ledwie musnąć całości. Przynajmniej wiemy, gdzie wracać, a coś czuję w kościach, że wrócimy, i to prędzej niż później. Na koniec zahaczamy jeszcze o Sighișoarę. Ostatnie zakupy. Podróż mija spokojnie… Do czasu. Zaraz za rumuńsko-węgierską granicą, chwilę przed północą silnik jednego z busów zaczyna jakby tracić moc… Nie ma rady, trzeba zjechać na pobocze. Próba odpalenia silnika – bez powodzenia. Zastanawiamy się, co mogło zawieść. Hmm, przecież busy mają różne spalanie i przynajmniej jednego mieliśmy wcześniej zatankować. I wszystko jasne 🙂 Następnego dnia po południu docieramy do Wrocławia. Mimo tego, że może nie spędziliśmy w górach tyle czasu, ile planowaliśmy to i tak wyjazd był super! Nie wiem jak Wy, ale ja już czekam z niecierpliwością na kolejny wspólny wypad!

napisał Patryk
skrócił Łosiu

Zdjęcia: Paulina Karpowicz, Agnieszka Pohoska, Agnieszka Wojtysiak, Krzysztof Błaszczyk, Patryk Hejna