LIPA- Wielka integracja studenckich klubów turystycznych działających we Wrocławiu!

Displaying RS230019.JPG Tym razem SKT (Politechnika) AKT (UP) i oczywiście przedstawiciele AWF, KG OLIMP ponownie spotkali się na górskich szlakach aby, w myśl założeniom, po raz kolejny dzielić się swoim doświadczeniem na łonie natury.

Po letniej integracji w górach Izerskich, tym razem postanowiliśmy udać się w przepiękny Beskid Żywiecki. Pogoda dopisała, pomimo mroźnych poczynań Panny Zimy (nocami – 17 st.) , nieugięta grupa górskich wariatów udała się na szlak aby dzielnie przedzierać się przez górskie bezdroża.

Displaying RS230025.JPG Cześć osób dotarła w Beskid już piątek. Wyposażeni w specjalistyczny sprzęt do ewakuacji (z)górskiej (dupoślizgi:) powędrowali na szlak. W mroźnej scenerii odkrywając ponownie w sobie dzieciaki każde stromsze zejście było w pełni wykorzystywane. Po dotarciu do miejsca docelowego, zakwaterowaniu w Schronisku na Hali Boraczej nasi dzielni studenci podali się szeroko pojętej integracji. Kiedy wszyscy grzecznie położyli się spać ekipa dojeżdżająca pod wodzą Fijołka dziarsko wkroczyła do pokoju (2:00) porywając chętnych na zjazdy na sankach w świetle księżyca. To było istne szaleństwo zabawa skończyła się grubo po 4 nad ranem

Displaying RS230534.JPG Nazajutrz, po mroźnej nocy spędzonej w samochodzie w Żabnicy razem z Krzychem nad ranem dołączamy do wesołej gromady. Szybki przepak i startujemy na szlak. Mróz szczypie nas w nosy, ale słońce zaczyna nas zagrzewać do walki. Chyba byłem jedyną osobą która w całym Beskidzie tego dnia wędrowała w skorupach (tak, miałem skorupy, dlaczego? Bo tak :P) jeżdżąc jednocześnie na jabłuszku. Każda górka była nasza. Tarzaliśmy się, robiliśmy bitwy na śnieżki po prostu, wróciliśmy do czasów naszego dzieciństwa. W pięknej beskidzkiej scenerii rozwiązywaliśmy PROBLEM (i tutaj pochwała SKTowi za pomysł, bowiem owy problem, czyli owieczka wypchana po brzegi cuksami umilała nam postoje na szlaku). Kiedy już pod wieczór dotarliśmy do schroniska Na Rysiance , wygłodniali rzuciliśmy się do bufetu. Pomimo faktu, iż tego dnia Displaying RS230615.JPG było tam wielu turystów zostaliśmy ugoszczeni przepysznym jedzeniem. Żurek i pierogi nie miały sobie równych. Po najedzeniu się do syta postanowiliśmy zrobić Taktyczną Drzemkę. Musiało to śmiesznie wyglądać, kiedy nagle nasze rozmowy się urwały o grupa dzielnych górołazów po prostu zasnęła przy stole. No cóż, taka taktyka na przemierzanie Beskidzkich szlaków 😛

Displaying RS230291.JPGPo odzyskani energii udaliśmy się w dalszą drogę do naszego schroniska na hali Boraczej. Dochodzimy do schorniska przy światłach naszych czołówek. Po drodze historie i opowieści nie mają końca. Po odzyskaniu sił, część LIPNNYCH drwali udaje się przygotować wieczorne ognisko (ognisko na lipie, punkt honoru!) Po godzinie, jesteśmy gotowi do wspólnego biesiadowania. Ekran zrobiony z gałęzi powalonego świerka skutecznie odgradza nas od wiatru. Dzięki temu spędzamy noc przy śpiewach i dźwiękach gitary (pomimo iż na dworzu panuje totalny ziąb).

Kolejny dzień rozpoczynamy poranną pielgrzymką pod prysznic. W schronisku robi się tłum.
Na szczęście Pani właścicielka pozwala nam zostawić rzeczy w pokoju, dzięki czemu możemy raczyć się jej wypiekami (słynne jagodzianki, palce lizać!).

Displaying RS240353.JPG Chwilę po 10 wychodzimy przed schronisko, teraz pałeczkę przejmuje Olimp. Prawie 2h szkolnie z podstawowego sprzętu do turystyki zimowej (raki/czekan) uświadomiło kilku osobą jak dbać o swoje bezpieczeństwo na trudnych zimowych szlakach. Nie obyło się również bez szkolenia z hamowania na czekanie na pobliskiej górce. Wszyscy poradzili sobie z tym tematem bezbłędnie, gratulacje!

Przed nami został jeszcze jeden punkt kuliminacyjny wyjazdu, zawody o puchar lipy. Aczkolwiek zszedł on trochę na drugi plan, ponieważ zaopatrzeni w dętki do zajazdu, postanowiliśmy zrobić sobie kulig na pobliskiej ośnieżonej drodze! Było wybornie! W zawodach zorbiliśmy totalny miks grupowy. Cześć zawodników z Olimpu była w drużynie SKT a w Olimpie, SKT. Po trzech wymagających konkurencjach, puchar lipy wygrała drużyna OLIMPU (chwała po wsze czasy!)

Jeszcze szybka sesyjka z naszym Lipnym Bałwanem i ponieważ musieliśmy pomóc lokalsom wypchnąć i samochód z zaspy. (okazało się, że jako studenci, mamy więcej zapału do wyciągania samochodu, niż sami zainteresowani, no ale przemilczmy ten temat)

Po zabraniu gratów udajemy się do naszych samochodów, licząc że zdążymy jeszcze zahaczyć o muzeum Browaru w Żywcu. Niestety, spóźniamy się, ale dzięki temu lądujemy cała wesoła ferajną w pizzerii w Bielsku.

W pyszny sposób kończymy naszą LIPNą przygodę i rozjeżdżamy się do domów. Dziękuję Fijołkowi za zaangażowanie i ogarnięcie logistyczne całego przedsięwzięcia, jesteś wielka!

Displaying RS230544.JPG Beskid przyniósł nam wiele radości. Powrót do dziecięcych korzeni, ponowne zjazdy na dętkach sprawiły, że przypomniało nam się, co w życiu jest ważne. Być szczęśliwym i otaczać się szczęśliwymi ludźmi. Do zoba na Szlaku i na kolejnej LIPIE!

Kuba!

Dodaj komentarz