Kolejny wyjazd za nami! W tym roku, w ramach tradycyjnego wyjazdu integracyjnego „Tatry Listopadowe”, wybraliśmy się w Beskid Żywiecki, by podziwiać najwyższe polskie szczyty z perspektywy zboczy Babiej Góry.

W piątek, 6 listopada, z samego rana,DSC00657 pod Stadionem Olimpijskim zebrała się całkiem pokaźna grupka, a wśród niej wiele nowych twarzy. Po sprawdzeniu obecności wyruszyliśmy autokarem w stronę Zawoi.

Centrum Górskie Korona Ziemi

Jak na Olimp przystało, pomimo wczesnej godziny, integracja rozpoczęła się już w czasie drogi. W wesołym towarzystwie, przy rozmowach i grach szybko minął nam czas i ok.13.00 dotarliśmy pod Centrum Górskie Korona Ziemi, pierwszego punktu programu wyjazdu. Na miejscu mieliśmy możliwość zobaczenia m.in. przedmiotów, które należały do legend polskiego himalaizmu i towarzyszyły im podczas wielkich wejść na najwyższe szczyty świata. Dzięki makietom, imponującym swoim rozmiarem i precyzją, mogliśmy z bliska przyjrzeć się wszystkim górom zaliczanym do Korony Ziemi. Miejsce godne polecenia tym, którzy tam nie byli! Zdecydowanie rozbudza wyobraźnię i motywuje do realizacji własnych górskich marzeń.

DSC00686Spod muzeum rozpoczęliśmy kilkugodzinną wędrówkę zielonym szlakiem w kierunku Schroniska PPTK na Hali Krupowej.

Wędrówka do schroniska na Hali Kurpowej w większości odbyła się  przy świetle czołówek.

Pogoda sprzyjała, było ciepło i bezwietrznie, więc postanowiliśmy rozpalić ognisko. Przy trzaskach płonącego drewna i zapachu pieczonych kiełbasek spędziliśmy kilka ładnych godzin, śpiewając przy dźwiękach prezesowego gitalelle, na którym swoich muzycznych umiejętności próbował niejeden z nas… z różnymi skutkami 😉 Integracja pełną gębą!

DSC00658Rano powitał nas piękny, słoneczny dzień z wyłaniającymi się spomiędzy chmur szczytami Tatr, które swoją drogą, były miejscem naszego zeszłorocznego listopadowego wyjazdu.

Po tradycyjnym grupowym zdjęciu pod schroniskiem wyruszyliśmy w drogę.

Przed nami było kilka godzin wędrówki po beskidzkich szlakach. Po drodze zrobiliśmy sobie przerwę na odpoczynek i małe co nieco, a ci, którzy wciąż mieli w sobie mnóstwo energii, wzięli udział w zabawie z udziałem kijków trekkingowych, wymagającej nie lada refleksu.


DSC00666Do Przełęczy Krowiarki prowadził nas szlak czerwony

Kolejnym naszym przystankiem była wspomniana już Przełęcz Krowiarki, która jednocześnie była miejscem przekroczenia przez nas granicy Babiogórskiego Parku Narodowego. W międzyczasie zaczęło padać, zrobiliśmy sobie dłuższy postój, gdzie m.in. był czas na wypicie „mułu bagiennego”, czyli aromatycznej kawy  przygotowanej przez prezesa Kubę. Nie dajcie się zwieźć nazwie, kawa była naprawdę pyszna! J Po dłuższym odpoczynku ruszyliśmy niebieskim szlakiem bezpośrednio do Schroniska PTTK Markowe Szczawiny, które jest całkiem sporych rozmiarów.

Na miejscu, oprócz naszej grupy, zastaliśmy wiele innych osób, a także drugą grupę, liczebnością dorównującej naszej – ludzi, którzy umówili się na wspólny wyjazd na jednej z grup na FB ( pozdrawiamy! J ). Na miejscu spotkaliśmy również kilka osób z grona „starych” Olimpowiczów, którzy dołączyli do nas na ten jeden dzień.

Wieczorem, w głównej sali schroniska, miała miejsce wielka integracja.

NDSC00761ie tylko wewnątrz naszej olimpowej ekipy, ale praktycznie całego schroniska. Zaczęło się od zabaw integracyjnych, a potem powstał jeden wielki stół, przy którym siedzieli wszyscy, niektórzy do naprawdę późnych godzin nocnych.

Planem na następny dzień było zdobycie „Babiej”  Percią Akademików.

W międzyczasie w głowach zrodził się pomysł podziwiania wschodu słońca z jej szczytu, co wiązało się z pobudką o 5.00. Nad ranem faktycznie część osób postanowiła zrealizować ten plan, pomimo chmur i braku perspektyw na zobaczenie ponad górami wstającego słońca. Pozostała część wyruszyła w stronę „Babiej” ok. 9.00. Szlak był ciekawy i niekiedy dość wymagający, prowadząc momentami wzdłuż łańcuchów i drabinek. Pomimo intensywnego wiatru i zachmurzenia kilka razy spośród chmur wyłaniał się oświetlony krajobraz tamtejszych okolic.
DSC00750

Olimp na Babiej Górze 1725 m. n. p. m.

Po spędzeniu paru chwil na szczycie zaczęliśmy schodzić (a właściwie byliśmy zwiewani, gdyż wiało niesamowicie ;)), po drodze, na Przełęczy Brona, spotykając tych z nas, którzy zdobyli szczyt z samego rana. Po pełnej wrażeń i śmiechu grze w „Pająka” powędrowaliśmy do Przyborowa, gdzie czekał na nas autokar.

Beskid Żywiecki pożegnał nas przepięknym słońcem, podkreślającym jesienny górski klimat. Do Wrocławia powróciliśmy wieczorem. Żegnając się, już myśleliśmy o kolejnych wspólnych  wypadach, bo kto raz zasmakuje wyjazdu z „Olimpem”, z niecierpliwością będzie oczekiwał następnych!

Ola Kot

Dodaj komentarz